Czytasz =>Komentujesz

Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imaginy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imaginy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lipca 2013

Imagin dla mojej Misi z Liam'em :D

Hej ! Mam na imię Paulina (drugie imie to Katherine) i mam 20 lat. Wyglądam jak większość dziewczyn w moim wieku. Ostatnio przefarbowałam sobie tylko włosy. Teraz mam je brązowe z połyskiem czerwieni opadające luźno na ramiona - lekko falowane. Mam nadzieję, że nigdy nikt mnie nie rozpozna.
Po mojej małej przygodzie w Londynie, o której nikt nie wie, wyjechałam do moich rodziców nad morze. Pracuję tam z nimi w naszym ośrodku rekreacyjnym. Przyjeżdżają tu na wakacje wielkie osobistości. Ostatnio piłam z Seleną Gomez i Demi Lovato, a jeszcze wcześniej "bawiłam się" Nathan'em(nie pomyliłam się, tam nie ma "z") z The Wanted . Mówię Wam. Nic dodać nic ująć.
Ale wracając do ogólnego tematu. Już jutro zaczyna się okres wakacyjny. W tym okresie przyjeżdża wiele osób. Niestety nie wiem kto będzie w tym roku, bo to moja mama się tym zajmuje.
- Paula! Zanieś pościel do 1, 2 i 3. - Zawołała mama.
- Już idę! - odkrzyknęłam. 
ekhem... Dziś pracujemy na najwyższych obrotach. Tak jak wspomniałam wyżej - ciekawość mnie zżera.

*-----------*
 
*1 lipiec 2014*
Znów ten sam sen. ON, JA, MY.
 Nasz przelotny romans. 
Wszystko do mnie wraca. 
I to teraz. Jakbym znów miała go spotkać.
 Czy to tylko moje widzimisię? 
Czy to na prawdę coś znaczy? 
Mam się bać?
Wszystko się okaże.

Rano obudziłam się o godzinie piątej. Umyłam się, ubrałam strój kąpielowy, a na to krótką sukienkę i krótkie spodenki. Przyszykowałam ubrania na później, zabrałam mp3, słuchawki i wyszłam pobiegać. Biegłam jak zwykle brzegiem morza.  W końcu doszłam do swojego ulubionego miejsca. Jest to malutka górka obrośnięta trawą. Zdjęłam tam z siebie sukienkę i szorty, zostawiłam mp3, a następnie powoli sunęłam w stronę wody. Nie wiem ile tam siedziałam, ale usłyszałam dopiero wołanie mamy.  Uśmiechnęłam się, sama do siebie. Nic nie mogłam poradzić Musiałam wracać.


*Jego oczami*
Właśnie dojechaliśmy nad morze. Po całym roku zasłużyliśmy na wakacje. 
Wyszła do nas pani gospodyni.  Bardzo miła kobieta. Porozmawialiśmy chwilę. Powiedziała, że na minutę nas opuszcza, tylko zawoła córkę. Podeszła do urwiska i krzyknęła "GOŚCIE".  Zbliżyliśmy się do niej. Na tle wschodzącego słońca zobaczyłem przepiękną dziewczynę. Miała długie kasztanowe włosy i lekko opaloną skórę. Gdyby nie ich kolor to pomyślałbym, że to Katherine... Głupi! Co ona by tu robiła?? Przecież Cie zostawiła.  Powiedziała, że była to tylko zabawa. Nic do Ciebie nie czuje. Opanuj się w końcu!!


*Moimi oczętami.*
Od razu poszłam do Siebie i przebrałam się w TO.  No. Teraz mogłam się komukolwiek pokazać. 
- Miśka! Chodź tu!! - znów zawołała moja rodzicielka. Nic nie powiedziałam tylko ruszyłam te swoje seksowne cztery litery. Przede mną stało całe 1D, Eleanor i Perrie. Szybko pokręciłam głową, żeby tylko dziewczyny nie wyskoczyły z tekstem, że y się znamy. - Słonko. To Nasi goście. Zapewne o nich słyszałaś.
 Wiecie nie powiem mamie "Tak, tak znam. Z dziewczynami chodziłam po sklepach, a z jednym się kochałam kilka(naście) razy". Więc uśmiechnęłam się grzecznie i odpowiedziałam.
- Oczywiście. To wy zajęliście 3 miejsce w X-factorze?
- Yep - powiedział jeden z nich, przerwał, ale zaraz zaczął mówić - We
- Are - kolejny
- One- Następny
- Direction - Przed ostatni
- Yeeeey! - i ostatni wydarł się z podniesionymi rękoma. Wszyscy się z nich zaśmialiśmy,
Domki 2-osob, a obok jest 3-osob. wyglądający jak 5-osob
- A ja jestem Paula. Miło Was poznać - przeleciałam po każdym wzrokiem, aż w końcu zatrzymałam się na nim. Wyprzystojniał pierdzielony. Na szczęście szybko się ocknęłam. - Chodźcie pokażę Wam domki. Chcieliście dwa po dwie osoby i jedną trójkę??
- Tak. - odpowiedziała Pezz
- Doskonale. 
- A jest tu miejsce na jakieś ognisko? - spytał Zayn
- Jasne. Jak tylko się rozpakujecie to wszystko pokażę. - Po jakiejś godzinie mogliśmy wyjść w teren. Oczywiście uprzedziłam ich co muszą wziąć na taką wędrówkę.
- Tutaj jest plaża naszego ośrodka. Po prawo macie boisko do siatkówki.  - Tłumaczyłam im jak idiotom, a ci kiwali głową jak niedorozwoje. Co za dzieci <facepalm>. Poprowadziłam ich daleko. Obeszliśmy cały las dookoła i wróciliśmy.- Jakbyście coś ode mnie chcieli mieszkam w tamtym domku - pokazałam na "Zerówkę". Dlaczego tak się nazywa?? Bo jest to wielki domek, w którym mieszkam sama. I jedno okno wygląda jak wielkie zero. Oto cała tajemnica. Wróciłam do Siebie.  Weszłam do sypialni i od razu spojrzałam na zdjęcie, które leżało na komodzie.  Byłam tam ja i ON. Mój kochany Li.
Zastanawiacie się czasami jakby to było, gdybyście nie kłamali? Gdybyście czegoś nie powiedzieli?
Ja mam tak cały czas. Na okrągło myślę co by było gdyby. Co by było? Może bym z nim była? A może byśmy się rozstali?? Nie wiem, ale tęsknię za nim.
Oj... rozczuliłam się. Nagle usłyszałam pukanie.
- Proszę. - krzyknęłam i zeszłam na dół.
-Katherine! - usłyszałam krzyk Pezz i El. Od razu zamknęły mnie w szczelnym uścisku.
- Też się cieszę, że Was widzę słonka. - wyszeptałam, bo nie mogłam nabrać oddechu. Kiedy mnie puściły zrobiłam nam kawę, wszystko opowiedziałam i jakoś takoś był już późny wieczór. Chłopcy jak się okazało zrobili ognisko, na które mnie także zaprosili. Bawiliśmy się świetnie. Na prawdę extra chłopaki.
Około godziny trzeciej rano zaczęliśmy grać w butelkę, a że każdy miał we krwi alkohol, to było zabawniej.
Po dziesiątym kręceniu wypadło na mnie. A że kręciła Perrie to aż strach się bać.
- Moje słoneczko, wiesz jak ja cie kocham? No wiesz. No to ci p
wiem. Pocałuj tego pana po lewej co zwie się Payne Liam - Tej pani już chyba wystarczy płynów z procentami.
- Spoko. - usiadłam mu na kolanach i pocałowałam. Na początku były to delikatne pocałunki, a potem zmieniły się one na namiętne i dzikie. A gdy się oderwaliśmy od siebie powiedziałam - Nie wyszedłeś z wprawy słonko. - Eleanor powiedziała, że jest już zmęczona i idzie spać. Od razu jak domino posypała się reszta. Zostałam ja i On.
- Tęskniłem. - usłyszałam przy swoim uchu, poczułam jego ręce na biodrach i oddech na szyi. Dreszcz przebiegł moje ciało.
- Ja też tęskniłam. - Znów się pocałowaliśmy, tylko że tym razem nie były to wymuszone pocałunki. - Muszę iść. Porozmawiamy później. - wyszeptałam  w jego usta. Lekki cmoknęłam jego wargi i jak leśna nimfa poszłam do swojego domku.

*-------*
*2 lipca 2014*
Znów przeszedł mnie ten dreszcz.
Znów złapała mnie za rękę,
To ona, to Miłość.
Kiedy odwróciłam wzrok,
Znikała sprzed oczu, jak ustający deszcz.  

Wstałam z lekkim bólem głowy... No dobra... kogo ja oszukuję?
Głowa bolała mnie okropnie. I na moje nieszczęście WSZYSTKO pamiętałam. 
Znaczy się... może nie na nieszczęście, ale jakiegoś pecha. Chociaż... Wiecie jak stęskniłam się za jego malinowymi ustami? Za oczami, które świeciły się, za każdym razem gdy mnie widział. Za dłońmi, które rozgrzewały moje ciało, kiedy potrzebowałam tego. Za nim całym! Tak cholernie go kocham, a tak okropnie sie boję. Czym to jest spowodowane? Nie wiem. 
Wzięłam stary pamiętnik mojej mamy, który podarowała mi na dwudzieste urodziny z nakazem, abym codziennie to czytała. A jak nie będę mogła codziennie to, żebym nadrobiła następnego dnia. 
Jak się dowiedziałam, moja mama miała podobną sytuację z moim tatą. Napisała wtedy "Najlepszym lekarstwem jest muzyka i pisanie". Wzięłam sobie tą radę do serca. 
Znalazłam kartkę, długopis oraz potrzebną piosenkę. 
Niby miałam pisać opowiadanie, ale ta melodia mnie wciągnęła i słuchałam jej słów jak zaczarowana
 Widzę cię
Wędrując przez marzenia,
Widzę cię
Mój blask w ciemności oddycha nadzieją na nowe życie
Teraz żyję dzięki tobie, a ty dzięki mnie
Oczarowani
Modlę się w głębi serca o to, aby ten sen nigdy się nie skończył

Widzę siebie twoimi oczami
Żyjąc nowym życiem, wznoszę się wysoko
Twoja miłość rozświetla drogę do raju
Więc składam w ofierze moje życie
Żyję dzięki twojej miłości

Uczysz mnie, jak widzieć
Wszystko, co jest piękne
Moimi zmysłami dotykam świata, którego nigdy sobie nie wyobrażałam
Teraz daję ci moją nadzieję
Poddaję się
Modlę się w głębi serca o to, aby ten świat nigdy się nie skończył

Widzę siebie twoimi oczami
Żyjąc nowym życiem, wznoszę się wysoko
Twoja miłość rozświetla drogę do raju
Więc oferuję moje życie
Oferuję moją miłość, dla ciebie

Kiedy moje serce nigdy nie było otwarte
(A mój duch nigdy nie zaznał wolności)
Na świat, który ty mi pokazałeś
Jednak moje oczy nie mogłyby wyobrazić sobie
Wszystkich barw miłości i życia nigdy więcej
Nigdy więcej

(Widzę siebie twoimi oczami )
Widzę siebie twoimi oczami
(Żyjąc nowym życiem, wznoszę się wysoko)
Wznoszę się wysoko
Twoja miłość rozświetla drogę do raju
Więc składam w ofierze moje życie
Żyję dzięki twojej miłości
Żyję dzięki twojemu życiu

Widzę cię
Widzę cię 

Nie wiem kiedy zaczęłam śpiewać.  Gdy skończyłam usłyszałam brawa. 
Za mną stali : Zespół i dziewczyny. 
- Podobał się występ? - spytałam z kpiną w głosie
- Baaardzo - wyszczerzył się Tomlinson, przez co został obrzucony wściekłym spojrzeniem. 
- Nie przeginaj Tommo. Co Was moi drodzy tu sprowadza? 
- No więc - zaczął całkiem poważnie Zayn. - Ty i ty - wskazał na mnie i Li - Skąd się znacie?
- No poznaliśmy się wczoraj - odpowiedziałam szybko, za szybko
- To co oznaczał tekst  "Nie wyszedłeś z wprawy słonko" - Horan znaczył coś w powietrzu.
- Nie ważne. - Zgodziłam się z Payne'em. Chwile jeszcze porozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Później pokazałam drogę Zerrie i Elouonor na plażę, tak żeby nikt ich nie rozpoznał, Styles i Niall poszli do CH, a ja musiałam pogadać z piątym chłopakiem. 
- Paula... - zaczął - Nie - nie wiem co powiedzieć... - jąkał się - nie mam nic do stracenia. - Po prostu mnie pocałował. No i po raz kolejny odpłynęłam.  - Kocham cię jak wariat i nigdy nie przestałem. Jednak wiem, że ty mnie nie.- powiedział smutniejszy
- Idioto. Kocham Ciebie i tylko Ciebie. Od dłuższego czasu nie mogę przestać o Tobie myśleć. - wtuliłam się w niego, wdychając te piękne perfumy. Oby ten stał trwał jak najdłużej. 
Nie chcę go tracić.  Może i kiedyś bym potrafiła bez niego żyć, ale teraz? Nie. I mogę to pokazać na kilku fragmentach. A może lepiej jak zachowam to dla Siebie!! To smutne! Najlepiej zrobię jak pokażę Wam przepiękne zakończenie tej mojej bajki...

*-----------*
  Mój książę z bajki... Brzmi pięknie...  A jak będzie brzmiało - Mój mąż. Chyba jeszcze lepiej, prawda?
No tak, szybko, szybko i po siedmiu miesiącach ślub.
No się streściłam, bo jakbym zaczęła gadać i gadać, i gadać to za trzy lata bym nie skończyła.
Wracając...
Już dziś ten dzień. Właśnie stoję po prawej stronie mojego taty idącego do ołtarza przy którym stoi drugi najważniejszy mężczyzna w moim życiu (tata jest 1.) 
- Dbaj o nią synu. - powiedział mój ojciec
- Właśnie zamierzam. - Odebrał moją dłoń, od mężczyzny, odwróciliśmy się do ołtarza. Przysięgi mówiliśmy patrząc sobie w oczy.
- Ja Liam biorę sobie Ciebie Paulino za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.  Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. 
- Ja Paulina biorę sobie Ciebie Liam'ie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. 
-Paulino przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
-Liam'ie przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. - Wymieniliśmy się obrączkami.
- Ogłaszam Was, mężem i żoną. Możesz pocałować Pannę Młodą. - Pocałował mnie, biorąc mnie automatycznie na ręce.
Z kościoła pojechaliśmy od razu na miesiąc miodowy. 
Coś czuję, że Największa przygoda, właśnie się rozpoczyna....

Pozdrawiam
Paulina Katherina
Payne. <3333


*----------*
 Kolejna Para, 
Kolejny związek
Kolejne małżeństwo.
Czyż to nie wspaniałe?
Miłość jest piękna, 
tylko pozwól jej wkroczyć do Twojego serca...


--------------------------------------------------

Masz Misiu :* :*

Podoba się??
Piszcie w komentarzach! 

Marzena :*

PS. Patrzcie ostatnią notkę - Widzieliście konkurs??

środa, 3 lipca 2013

Imagin dla Jewelki z Zayn'em ^^

Cześć! Mam na imię Marta. Mój wiek składa się z dwóch cyferek, mam ciemne włosy, zielone oczęta i jestem dosyć szczupła, ale bez przesady.
Historia ta jest porąbana jak lato z radiem. To ja może zacznę od początku....
Tego palanta poznałam jakoś w pierwszej gimnazjum. Był przystojny jak diabli, ale i również zły.  Dla niego nie liczyły się uczucia innych. Był bezduszny dla tych, którzy weszli mu w drogę. Wykorzystywał dziewczyny. Brał narkotyki, pił, palił. No i ogólnie fuu...blee...
Na jednej z imprez, jak mnie pamięć nie myli to było zaraz po skończeniu gimnazjum... znaczy wiecie ja i on byliśmy o rok starsi, bo przez nasze bójki zostawili nas za zachowanie -,- i to w jednej klasie... Ale wracając, na jednej z imprez coś mnie podkusiło i napiłam się drinka, którego mi przyniósł.
Okazało się, że czegoś tam dosypał. No i jak się samo przez się rozumie, noc została skończona z wielkim brzuchem. Tak, przeleciał mnie(ale żeby nie było, to nie był gwałt. Wiecie o co chodzi c'nie?), a co najgorsze  - zaszłam w ciąże. Moja mama chciała go pozwać, ale mi nie chciało się latać po sądach, więc jakoś ją udobruchałam. Rodzice pomagali mi z Amelią, kiedy poszłam na studia, a później do pracy.
Wiecie oni mieli mnie późno, no i jak poszłam do pracy to byli na wcześniejszej emeryturze.

*------*

Po jakimś roku mojej pracy jako pielęgniarka, dostałam "awans". "Awans" polegał na tym, że dostawałam więcej kasy. Wiecie, mi to akurat pasowało.
Pewnego dnia zawołał mnie szef do swojego gabinetu z ważną wiadomością.
- Chciałeś mnie widzieć Ian?
- O Marta! Wspaniale! Słuchaj moja droga. Jak wiesz ostatnio był poważny wypadek. - Jakoś 2 tygodnie temu ten zespolik one diurexion czy jakoś takoś miał "stłuczkę" z pędzącym 200 km/h samochodem. I kierowca tak jakby jest w kiepskim stanie.
- No wiem. i co?
- Bo potrzebna jest pielęgniarka, a ty jesteś taka zdolna i do tego młoda!
- A tak na serio? - mężczyzna westchnął.
- Nikt naprawdę, nie chce iść. Bo zobacz, to bóg nastolatek!! Pewnie rozpieszczony.
- Ech... dobra. Mogę iść, a kto to?- Podał mi teczkę. Kiedy zobaczyłam jego imię i nazwisko mało nie zemdlałam. - Nie. Ja nie mogę. Muszę się wycofać.
- CO?! Nie możesz!
- Może nie mogę, ale chcę.
- Dlaczego?- spytał, zawahałam się, ale powiedziałam mu całą prawdę. - O matko boska. Ale przecież może cię nie poznać. I pozwalam...- szepnął - sam nie wierzę, żę to mówię - i już normalnie - żebyś nad nim się nie litowała. Ale na serio to tak, żeby nic nie podejrzewał... - uśmiechnął się figlarnie co odwzajemniłam.
Wróciłam do pustego domu. Amelka jest u dziadków. Wyszłam na podwórko. Tam wyciągnęłam jego zdjęcie z szopy, wzięłam świecę, zapaliłam ją.
- Czas na wyrównanie rachunków mój drogi. - Cała jego podobizna wędrowała z dymem w niebo....

*-----*

Rano wstałam wypoczęta. Ubrałam się w biała krótką spódniczkę i tego samego koloru bluzkę na ramiączka z dosyć sporym dekoltem.  No w końcu musiałam być ubrana na biało.
Zjadłam śniadanko. Takie dooobre mniiaaam, no to po takim poranku mogę iść do tego debila.
Zapukałam do ich drzwi. Otworzył mi niejaki Harry Styles,
- Ty musisz być Marta. Zapraszam.
- Dobry.  Więc co mam robić?
- My tak na prawdę jesteśmy teraz cały czas w domu, ale boimy się, że coś mu zrobimy, a po za tym musi brać kilka zastrzyków dziennie, bo jest sparaliżowany. Nie może chodzić. - prowadził mnie w kierunku sypialni chłopaka
- Oj biedactwo. - udałam, że mnie to ruszyło.
- Zayn chłopie! Twoja pielęgniarka przyszła!
- Witaj Zayn - uśmiechnęłam się chamsko
- Jewel...
- We własnej osobie dupku.
- CHŁOPAKI PROSZĘ WAS! ONA MNIE WYKOŃCZY!! - zaczął wrzeszczeć jak pojebany. Nic się nie zmienił... no może  ciutkę (czyt. jak cholera) wyprzystojniał.
- Co się dzieje?- przybył do chorego Liam.
- Ona mnie zabije jak tylko Was nie będzie.
- Breedzi.- odezwał się zapatrzony w mój dekolt Styles
- Haroldzie rozumiem, że jesteś niewyżyty ale jednak oczy mam wyżej.
- A tak... - jezu jak on się słoodko rumieni
- Nie no Styles. Chyba pierwszy raz widzę, żeby dziewczyna cię zawstydziła. - odezwał się chłopak w paski. Lokaty coś pogadał pod nosem i wyszedł
- Możecie podać mi jego kartę?
-co?? - chyba nie zajarzyli.
- Takie coś, prostokątne - pokazywałam gestami- gdzie się pisze co pacjent przyjmuje i ile, i jaka jest temperatura itp. - Olśniło ich i mi podali. Okazało się, że Malik musi dostawać 5 zastrzyków dziennie w pośladki... Nie spodobało mi się to za bardzo, ale jak mus to mus.

*--------*
Pracowało  mi się u nich nawet miło przez ten ostatni tydzień. Jeszcze muszę wytrzymać 2 tygodnie.
Malik zaczyna jako tako chodzić. Według mnie to jest sukces.
Ale wracając.
Właśnie siedziałam w pokoju mulata i czekałam, aż łaskawie się obudzi. Nagle wleciał przerażony Harry.
- Jewel!
- Co się stało?
- Bo, bo dzwoniła Twoja mama i powiedziała, ze Amelka jest w szpitalu. I żeby ci to przekazać.  A tak właściwie kto to jest??- I podał mój telefon ze zdjęciem mojej córy na tapecie.
- Moja córeczka, a teraz przepraszam Was, ale muszę iść.
Wsiadłam do samochodu i pojechałam.
W głowie kłębiły mi się różne możliwości. Od zwykłego zasłabnięcia do poważnego raka. 
Wbiegłam na pediatrię, a tam juz byli załamani rodzice.
- C-co się stało?
- Mel ma astmę. Co dopiero się ujawnia. Jest sposób, żeby to wyleczyć. Podobno jakiś nowy (dop.aut. wymyśliłam). Trzeba po postu wziąć krew od obojga rodziców. Zobaczyć która jest bliższa dziecku i  ją wstrzyknąć z lekami. To pomaga. Tam na sali jest dziesięcioro dzieci wyleczonych z tego.
Po tych słowach myślałam, że zemdleję. Przecież jej ojciec... No, ale nie mogę... proszę Was... nie każcie mi tego robić!!
- Wiem! - poszłam do Ian'a- Potrzebuję pomocy.
- Domyślam się
- Możesz wziąć krew Malika?
- Ok. I rozumiem, że Twoją też?
- Tak.
- Spoko.  - I w taki sposób załatwiłam sobie i wolne na tydzień, i krew bez mówienia prawdy panu Z.
Moja malutka córeczka spała podpięta do różnych aparatur. Aż serce się krajało.
- Zrobię wszystko, żebyś była zdrowa. - szepnęłam, pocałowałam ją  w główkę, następnie usiadłam w fotelu, aż koniec, końców zasnęłam.

*-----*

Obudziły mnie jakieś głosy. Podniosłam jedno oko, potem drugie. To co zobaczyłam... wpędziło mnie w zawał.
- Ooo... to ja jeszcze śpię. branoc. - Jednak mój pomysł udaremnił Powszechnie wam znany Tomlinson
- NIe, nie, nie. Wstajesz moja droga. I tłumaczysz dlaczego po pierwsze siedzisz tu z dzieckiem, po drugie czemu w imionach rodziców napisane jest Zayn i po trzecie Co tu się dzieje??!!
- Ech... Uparci jesteście. Pierwsze to moja córka, dlatego tu siedzę, drugie, bo jest jej ojcem, trzecie ma astmę.
- Chwila, chwila... powiedziałaś, że to moja córka? - To się obudził.
- Mhm...
- Jak?!
- Normalnie. Wiesz tak jakby na zakończeniu gimnazjum...
- Nie musisz tłumaczyć.
- No właśnie...
W tej chwili wszedł Ian.
- O... Skoro pan tutaj jest to może pobierzemy krew?
- Tak, tak... - wyszeptał nie wiedząc o co chodzi. Cały czas patrzył się na Mel jak na największy skarb.

Po upływie tygodnia Amelka była zdrowa, a mulat tak się zaparł, że sam zaczął chodzić po dwóch dniach od dowiedzenia się, że to jego córka.
Siedzieliśmy całą siódemką u mnie w domu.
Powiem wam szczerze, że oni nie są najgorsi. Dogadujemy się, a to najważniejsze.
W tym momencie Nasz drogi "Tatuś" poszedł myć swoją córkę. Dziewczynka bardzo się do niego przywiązała. I dobrze.
Po cichu weszłam do łazienki, bo było mi za cicho. Zobaczyłam tam słodki obrazek. A mianowicie Mel myła twarz Zayn'owi. Uśmiechnęłam się na to.  Powoli się wycofałam, tak żeby nie zdradzić się, że tam byłam. Zeszłam na dół. A tam chłopcy już popadali - śpią. Dzisiejszy dzień ich wykończył. Amelka ma dużo siły. Przykryłam ich kocem i poszłam do kuchni.

Zaczęłam robić kolacje, kiedy z góry zszedł chłopak. Oparł się o blat, westchnął, uśmiechnął się, a następnie zaczął nawijać jak katarynka.
- Ona jest słodka, miła, kochana, malutka i taaakaaaa kochana...
- Wiem. Wzroku  nie można od niej oderwać.
- Tak jak od Ciebie - wyszeptał patrząc na mnie
- Zayn... przerabialiśmy to w gimnazjum.
- Tak, ale w gimnazjum nie zwracałaś na mnie uwagi.
- Wierzysz w cuda?? - zaśmiałam się z jego miny. Ten nic sobie z tego nie zrobił tylko mnie pocałował. Owinęłam go nogami w biodrach, a ten posadził mnie na blacie.
- Kocham Cię Jewel i zawsze tak było. Po prostu pogubiłem się.
- Też Cię kocham Javadd. - uśmiechnęliśmy się do Siebie i znów pocałowaliśmy



*-------*
W taki sposób ogień i lód połączyli się na wieki. Nie wyparowali, nie zniknęli. Byli sobą. W rodzimej postaci.
Marta i Zayn zostali połączeni obelgami, kłamstwami, fałszerstwem, dzieckiem, ale co najważniejsze MIŁOŚCIĄ...


---------------------------
Następny Imagin za 2-3 dni :**

Pozdrawiam
Marzena ;*

niedziela, 30 czerwca 2013

Mój pierwszy imagin Dla Klaudii Zdunek :D



Z Lou znaliśmy się od czasów podstawówki. Zawsze byliśmy razem. Nawet rodzice śmiali się, że będą tańczyli na naszym ślubie. Kiedy on poszedł do X-factora, nie zapomniał o mnie. W miarę możliwości się kontaktowaliśmy, a jak był w Doncaster zawsze się spotykaliśmy.
Po jakimś czasie coraz rzadziej do mnie dzwonił, pisał. Rozumiałam to. Był zapracowany, miał wywiady, koncerty, ale nie powiem, bolało mnie to. 
Jakoś rok po naszej ostatniej rozmowie poszłam sobie ot tak na spacer. Szłam naszą ulubioną dróżką. Wiodła przez las, następnie, pole kukurydzy, pole pszenicy, aż w końcu wchodziło się na górkę, gdzie rósł potężny dąb. Lubiłam tam przesiadywać. Nie wiem czemu, ale akurat tu zawsze się uspokajałam. Z pagórka był widok na cmentarz, na którym leżała moja babcia. Coś mnie tam ciągnęło. Nie powiem Wam co, bo sama nie wiem, ale wszystkie komórki mojego ciała pragnęły tamtego miejsca. Kupiłam znicze i automatycznie poszłam  do babci.
- Cześć babciu. - wyszeptałam, patrząc na jej uśmiechniętą postań na zdjęciu. - Tak strasznie za Tobą tęsknię. Zawsze mi pomagałaś, a teraz jest tu tak strasznie tu pusto. Mimo, że mam rodziców, przyjaciół to brakuje mi Ciebie...
http://25.media.tumblr.com/tumblr_mcha6wdjXG1rxa1cdo1_500.jpg- I Louis'a - usłyszałam jej głos. Nie to nie możliwe. Oglądałam się na wszystkie możliwe strony i nikogo nie widziałam.
- Tak, masz rację. Jego też mi brakuje - cały czas szeptałam - On był, jest i będzie częścią mojego życia, częścią mnie. - Po moich policzkach poleciały łzy - pomóż mi...- wychlipałam. - Chcę go z powrotem odzyskać... - Podniosłam swój wzrok ze zdjęcia kobiety i popatrzyłam na wielką brzozę, która rosła kilkanaście metrów od głównej drogi cmentarza. Stała tam moja babcia. Coś mówiła, szeptała, pokazywała. Zdołałam tylko odczytać z jej ust I love you. Pobiegłam w stronę ścieżki. Gdy już na niej stałam usłyszałam dobrze znany mi głos.
- Księżniczko!!!- Tylko ON tak do mnie mówił.  Odwróciłam się, a on stał z tym swoim pięknym uśmiechem, który gościł na jego ustach gdy się ze mną spotykał, oparty o sosnę. Szybko pobiegłam w jego stronę i rzuciłam mu się w ramiona, a ten mną zakręcił.
- Tęskniłam debilu - powiedziałam wtulona w jego szyję.
- Ja za Tobą też malutka... Ależ ty lekka. - pokiwał z dezaprobatą głową. Niósł mnie tak, aż pod dąb. Kiedy mnie tylko postawił dałam mu w twarz, aż się odwrócił. Skąd ja mam taką siłę - pomyślałam, ale po chwili usłyszałam dobrze znany mi chichot. Miałam małą pomoc. - Za co?!
- Za to, że się nie odzywałeś rok. Rozumiem wszystko, ale to bolało... - popatrzył na mnie tymi swoimi niebieskimi tęczówkami i po prostu pocałował. Lekko oszołomiona oddałam pocałunek.
- Chcesz wiedzieć Klaudyś dlaczego nie dzwoniłem lub pisałem? - pokiwałam głową - Bo było mi trudno Cię potem zostawić! Kocham cię. Możesz się nawet zapytać chłopaków jaki struty, chodziłem po wyjeździe stąd lub chociaż po rozmowie z Tobą... - chciał jeszcze coś powiedzieć, ale zamknęłam mu usta pocałunkiem.
- Też cię kocham Lou. - uśmiechnął się i znów zaczął mną kręcić, krzycząc jak bardzo mnie kocha.


*-------*

Jakieś pół roku później moje słońce, zaprosiło mnie na kolację. Ubrałam się w czerwoną, koronkową sukienkę do kolan, czerwone szpilki (a propo szpilek i tak byłam od niego niższa -,-), a włosy związałam w wysokiego kucyka, którego i tak miałam do połowy pleców.
O 20.00 przyjechał po mnie wystrojony w piękny garnitur.
- Witam księżniczko - ukłonił się nisko i pocałował  mnie w rękę.
- Witaj książę. - lekko dygnęłam. Podprowadził mnie do samochodu i otworzył drzwi. Kiedy sam wsiadł zapytałam się go gdzie jedziemy, a on mi odpowiedział, że to niespodzianka.
Znając go i tak, i tak by mi nic nie powiedział, więc nie pytałam. Zamiast tego oddałam się w wir przemyśleń...
Nie mogłam uwierzyć, że już pół roku jesteśmy razem. Directionerki mnie tolerowały, a nawet lubiły. Nie było jakoś tak wiele hejtów na nasz związek. Ale wiecie jak to jest. Zawsze ktoś się pojawi, komu by coś nie pasowało.
- Jesteśmy. - wyrwał mnie z zamyślenia głos Lou. Zanim zdążyłam zareagować, już był koło mnie i zawiązał szybko oczy.
- Ej!! Rozwiąż. -tupałam jak małe dziecko.
- Zaraz... - po jego głosie można było wywnioskować, że jest rozbawiony. Wziął mnie na ręce i gdzieś niósł. Otworzył drzwi(to chyba były one) i wreszcie mnie postawił.

Odwiązał oczy, ale nadal trzymał bandankę przy moich oczach. - NIESPODZIANKA!! - wykrzyczał. Rozejrzałam się. Byliśmy w jakimś salonie, był całkowicie urządzony, a na jego środku stał przepięknie ustrojony stolik.
- Czy-Czyj to dom?- zapytałam
- Specjalnie kupiłem w Londynie, taki domek dla Nas... czyli Nasz. - wyszczerzył się, a ja popatrzyłam się na niego jak na debila.
- Jak to??
- A tak... - uklęknął przede mną i patrząc w moje oczy otworzył piękne pudełeczko. - Klaudio Zdunek, kocham Cię jak wariat. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną.  - nic nie powiedziała, tylko się na niego rzuciłam... Piękna rocznica... prawda??

*----------------*

Ustaliliśmy datę ślubu na za 2 miesiące. A dlaczego tak szybko?  Bo Za 3 miesiące chłopcy wyjeżdżają w trasę. Ale do rzeczy... Nie będzie to jakiś huczny ślub. Będą tylko najbliższe nam osoby.
Oczywiście o tej porze prace szły pełną parą, a właściwie to dziś, było najwięcej roboty z powodu tego, że to już dziś - nasz ślub.
Siostry Louis'a i moje kuzynki sprawnie pracowały nad moją fryzurą i strojem, aż w końcu wyszło takie jakieś "cuś". No tak! Głupia ja! W ogóle się nie opisałam.
Szybko to nadrobię. Mam ciemne brązowe włosy i czekoladowe oczy.  Nie jestem specjalnie wysoka, ale za to bardzo szczupła.  To tak na szybko :P
 O 13,30 mieliśmy ceremonię.  Nie mogłam sobie nawet chwilę posiedzieć, bo już o 13 mnie wypędziły do samochodu.
Stanęłam z Moim tatą na końcu kościoła.
- Mówiłem ci, że będę na Waszym ślubie tańczył. - zaśmiał się
- Tak mówiłeś. I przyznaję, miałeś nosa.  -Nie zdążył odpowiedzieć, bo zaczęły brzmieć pierwsze takty Marsza Weselnego. Wreszcie podeszłam do Lou. Przyznam się, że w moim brzuchu to chyba odgrywała III - wojna światowa.
- Nie zrań jej. - szepnął mój tata, kiedy podawał mu rękę swojej jedynej córki.
- Nie zamierzam. - Odwróciliśmy się do księdza. Zaczął ceremonię. Kiedy mówił kazanie wszyscy się wzruszyli. Opowiadał o tym jak małżeństwo może zmienić życie, na gorsze, lub lepsze. Mówił także o tym, że nie zależnie od tego, gdzie będziemy, ta druga połówka zawsze będzie nas kochała.

Starajcie się gorliwie o większe dary Boże; 
ja wskażę wam drogę jeszcze doskonalszą.
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się miedzią dźwięczącą
lub cymbałem brzmiącym.
Gdybym posiadał dar przemawiania z natchnienia Bożego
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadł wszelką wiedzę,
i wiarę miał taką, żebym mógł góry przenosić,
a miłości bym nie miał,
niczym jestem.
Gdybym cały swój majątek rozdał na żywienie ubogich
i własne ciało wydał na spalenie,
a miłości bym nie miał,
nic mi nie pomoże.
Miłość jest cierpliwa,
uprzejma jest.
Miłość nie zazdrości, nie przechwala się,
nie unosi się pychą,
nie zachowuje się nietaktownie,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego,
nie cieszy się z nieprawości, lecz raduje się z triumfu prawdy.
Miłość wszystko znosi,
każdemu wierzy,
każdemu ufa,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
chociaż dar przemawiania z natchnienia Bożego zaniknie,
chociaż dar modlenia się w obcych językach przeminie,
chociaż wiedzy zabraknie.
Niedoskonała jest nasza wiedza,
niedoskonałe nasze przemawianie z natchnienia Bożego.
Gdy przyjdzie życie doskonałe,
niedoskonałe zniknie.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
myślałem jak dziecko,
rozumowałem jak dziecko.
Gdy stałem się dojrzałym człowiekiem,
pozbyłem się cech dziecinnych.
Teraz widzimy niejasno jak w zwierciadle,
potem zobaczymy bezpośrednio – twarzą w twarz.
Teraz poznaję częściowo,
potem poznam [całkowicie],
tak jak sam jestem poznany.
Teraz ważne są trzy rzeczy:
wiara,
nadzieja,
miłość.
A z nich największa jest miłość. - Hymn o Miłości
przeczytała Lottie.  A po tym przyszedł czas na przysięgę.
- Ja Louis biorę sobie Ciebie Klaudio za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.  Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. 
- Ja Klaudia biorę sobie Ciebie Louis'ie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. 
-Klaudio przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
-Louis'ie przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. - Wymieniliśmy się obrączkami.
- A teraz możesz pocałować pannę młodą - Louis z chochlikami w oczach przybliżył się do mnie i pocałował. 
Następnie pojechaliśmy na salę balową. Tam również odebraliśmy prezenty, które nasi świadkowie - Daniell i Harry,  poukładali w bagażnikach białych samochodów. 
Po oczepinach poszliśmy do pokoju, który był wynajęty specjalnie dla Nas. Z okna był przepiękny widok na Londyn. 
- I co ciekawego powie moja piękna żona ??- spytał Louis stają za mną, jednocześnie oplatając mnie swoimi silnymi ramionami.  
- Wspaniały widok... - zaśmiałam się, a chłopak  zaczął szeptać do mojego ucha...
- Myślałem, że powiesz, że przeniesiemy się teraz na łóżko i skonsumujemy nasze małżeństwo. 
- "Skonsumujemy". Jakie słownictwo Panie Tomlinson.
- Specjalnie wyuczone dla pani, Pani Tomlinson - zaczęliśmy się całować i pewnie każdy wie jak to się skończyło....

*---------*
- Wszystko zabrałeś??- zapytałam po raz piętnasty
- Tak kochanie. 
- Trzymaj się słońce. I pamiętaj, że ja tu czekam na Ciebie...
- Pamiętam. Będę tutaj już za 35 dni. Szybko to minie. I wtedy mam nadzieję, że mnie ładnie powitasz.
- Oczywiście! - zaśmiałam się. - Powitam cię tak, jak cię pożegnałam.
- Podoba mi się. - pocałowaliśmy się i poszedł busa. 

 W tym momencie widziałam go po raz ostatni. Uśmiechniętego, pewnego siebie, kochającego to co robi.
Gdybym tylko wiedziała, że nigdy więcej nie skosztuję tych jego słodkich ust, że nie zobaczę tych iskierek w jego oczach, że nigdy więcej nie będę mogła się do niego przytulić... nie puściłabym go. 
Pewnie nie wiecie o co chodzi. Otóż 2 godziny po ich wyjeździe dostałam telefon z informacją o wypadku ich busa. 
Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i pojechałam do szpitala. Była już tam policja. Wszystko mi powiedzieli.
Okazało się, że jacyś debile się ścigali i Mark - ich kierowca - chciał zjechać trochę w bok, ale nim rzuciło, wpadł w rów, dachował i padli lewą stroną na drzewo. A najgorsze, że właśnie siedział tam Louis i opowiadał Paulowi o tym jak się cieszył, że ma taką wspaniałą żonę.
Jedyną dobrą wiadomością było to, że pozostałym chłopcom nic poważnego nie jest.
W tej chwili trwała właśnie operacja... Usiadłam na krześle i zaczęłam płakać. Z bezsilności, z bólu, ze strachu. 
Nie wiem ile tak siedziałam, ale na pewno długo. 
- Pani Tomlinson. - odezwał się lekarz
- Co z nim? - wychlipałam
- Operacja poszła dobrze. Ale przyszłe dni będą decydujące. Proszę iść do domu. 
- A mogę wejść na chwilę do chłopaków i oczywiście do niego?
- Nie powinienem, ale... dobrze. - Najpierw poszłam do mojego ukochanego. Leżał tam słaby, podłączony do tysiąca aparatur. Nawet sam nie oddychał. 
- Louis... proszę cię. Nie zostawiaj mnie samej. Przecież wiesz, że sama sobie nie dam rady. Jesteśmy ledwo miesiąc po ślubie. A tylko 9 miesięcy minęło odkąd cię odzyskałam. Nie chcę cię stracić.  Idę do chłopców. A ty odpoczywaj... - Pocałowałam go w czoło i wyszłam. Pewnie wyglądałam jak potwór. Nie zdziwiłabym się.  Przez ostatnie 5 godzin płakałam.
- Cześć chłopcy. - przywitałam się z przytomną czwórką. 
- Co z nim?! Nic nie chcą nam powiedzieć! Powiedz coś! - krzyczeli jeden przez drugiego.
- Spokojnie. - uśmiechnęłam się smutno - Louis jest po operacji. Najbliższe dni będą decydujące. - czułam, że znowu się rozklejam. 
- Kicia jedź do domu. Nic tu nie pomożesz. - powiedział Zayn
- Ale...
- Nie ma żadnego "Ale". Jedziesz do domu Klaudia - wszyscy poparli Zayn'a. Pożegnałam się z nimi i wróciłam do pustego domu. Które jeszcze kilkanaście minut temu tętniło życiem.
Postanowiłam posprzątać chociaż trochę w naszej sypialni. Na samym początku leżała koszulka Lou. Zabrałam ją do łazienki. Umyłam się szybko i założyłam tą koszulkę. 
Oczywiście położyłam się na poduszce mojego ukochanego. Wtuliłam się w jasiek i zasnęłam mącząc go łzami. 

*Kilka dni później*
- Obudził się na kilkanaście minut w nocy. - oznajmił doktor-  Kazał pielęgniarce napisać krótki list. Dyktował jej wszystko, był ożywiony. Gdy go podpisał. Zasnął. - I już nigdy się nie obudzi - dopowiedziałam za lekarza w myślach. 
Właśnie stoję z Jay, dziewczynkami i chłopakami przed salą gdzie leży martwy Louis. - Kazał to pani przekazać. - podał mi owy kawałek papieru- Moje kondolencje. - Odebrałam to"coś" i jeszcze bardziej wtuliłam się w Zayn'a. Nikt nie miał suchych oczu. Wszyscy ponieśli wielką stratę. Nie wiem kto największą. Oderwałam się od mulata i weszłam do sali.
- Ty debilu! Jak mogłeś Nas zostawić?! Jak mogłeś zostawić mnie i nasze dziecko?!- No tak. Przez tamte dni źle sie czułam. Poszłam na badania i okazało się, że jestem w ciąży. - No jak?! Mówiłam ci, że sobie nie dam rady! Mówiłam! Ale ty nic z tym nie zrobiłeś! - Uklęknęłam przed jego łóżkiem, złapałam go za rękę i przyłożyłam do policzka. - Kocham cię ty mój niereformowalny idioto. - Pocałowałam go ostatni raz w usta i wyszłam.
Następne dni pamiętam jak za mgłą. Wiem jedynie, że codziennie do pogrzebu pod naszym domem paliły się znicze. 
Mój mąż zostanie pochowany w Doncaster. Koło mojej babci. Jak będę odwiedzała jednego to przy okazji i drugiego.
Na mszy świętej było dużo osób. Między innymi ON. Stał nad swoją trumną. Patrzył się na wszystkich. Kiedy zatrzymał swój wzrok na mnie powiedział "Kocham cię", a później "Przeczytaj List" i zniknął.
Jeszcze bardziej się rozpłakałam. Zayn - gdyby nie on to bym leżała koło Lou - od razu jeszcze bardziej mnie do Siebie przytulił. Nic juz dalej nie wiem...

*siedem i pół miesięcy później*
Zdobyłam się na odwagę - sama poszłam na cmentarz. Kupiłam przed bramą wkłady do zniczy i weszłam. 
Szłam leśną dróżką w stronę grobów dwóch najważniejszych osób w moim życiu. Zapaliłam znicz u babci i u mojej miłości. Usiadłam na ławce i wreszcie zaczęłam czytać list.

Kochana Klaudio!
Dobrze słyszałem co do mnie mówiłaś.  Strasznie się cieszę, że będziesz matką.
Chciałbym być teraz z Tobą. Nawet nie wiesz jak bardzo. 
Wiem, że dasz sobie radę. Nigdy nie zapomnę Twoich brązowych oczu, wpatrzonych we mnie jak w obrazek. Nigdy!! Mam nadzieję, że znajdziesz sobie mężczyznę, który ci pomoże. 
I tak. Wiem, że najprawdopodobniej kto to będzie. Wiem wszystko. Wiem, że ci ON pomagał, wiem wszystko.
Pamiętaj słońce tylko o jednym KOCHAM CIĘ! ! <3 I zawszę będę przy Tobie.

Na zawsze Twój <3 <3 <3
Louis "Loui, Tommo, Boo-Bear, Lou, Debil, Idiota"  William Tomlinson

 - Ja ciebie też słońce - Jak zwykle rozkleiłam się. 
Pozbierałam śmieci z obydwu grobów, włączyłam muzykę w telefonie i poszłam do kosza. Akurat zerwał się wiatr. Poczułam jego zapach perfum. Poczułam jego dotyk na policzku. Zdjęłam słuchawki z uszu i wsłuchałam się w szum drzew, które niosły słowa Kocham cię... 
Uśmiech wkradł mi się na twarz. Wiedziałam, że zawsze na niego będę mogła liczyć. 
Wróciłam do domu.  Byłam bardzo zmęczona. Usnęłam....

Obudził mnie czyjś pocałunek.  To był Lou.
- LOUIS?! - wykrzyczałam
- No ja. - zaśmiał się - A kogo się tu spodziewałaś?? Przecież wczoraj zrobiłaś mi pożegnanie. 
- Wiem, wiem... ale miałam sen... w którym umarłeś...
- Co?
- Nic. Tylko dziś was nie puszczę. Jak tam pojedziecie to zginiesz!! NIe możesz...
- Dobrze, ej... spokojnie. Nie pojedziemy. Powiem, że źle się czuję. I będzie dobrze. Zobaczysz... - wtuliłam się w niego z całej siły i dziękowałam Bogu, że to był tylko zły sen i nic się z niego nie spełniło... no oprócz ciąży. 
Urodziłam Lou dwie piękne dziewczynki, a teraz idę mu powiedzieć o kolejnej ciąży... tym razem... dwóch chłopców....
Trzymajcie kciuki!!
Klaudia <333  

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Proszę bardzo!! Klaudia to dla Ciebie słoneczko!!!

Ktoś chce jakiegoś imagina takiego jak ten (oczywiście inna tematyka, osoba itd.)???? Pisać!!

Pozdrawiam Marzena :**

PS. One nie będą tak długie jak ten.